Kiedyś była taka obrzydliwa reklama w radio: "Nazywam się Jeanette Kalyta ... (ocenzurowano)... i na to pomoże Ci laktacyd"
Nie było by nic złego, gdyby ta reklama była skierowana do kobiet na przykład w gazecie dla kobiet. Ale wywód o wonnej kuciapie zasuwał w radio o szerokim kręgu odbiorców, dodatkowo w porze śniadania. Po prostu gratulacje dla agencji reklamowej, za półdebilizm (nawet nie są w stanie zasłużyć na 100% debilstwo). I dzisiaj rano w samochodzie, właśnie jak miałem się zabrać za śniadanie, znowu słyszę o tym pieprzonym laktacydzie!
Jeśli już musi to być reklama w mediach, gdzie wszyscy, łącznie z mężczyznami i dziećmi muszą ją odbierać, to przecież można podać to w bardziej strawnej treści (że nie wspomnę całkiem zabawnej reklamy środka na hemoroidy w TV). Ale co zrobić, jak reklamę układają debile, chyba że celem tej reklamy jest wywołać odruch wymiotny u odbiorców, wtedy reklama taka byłaby mistrzostwem.
Do południa czytałem sobie w wyrku i już samo to było na prawdę miłe, bo od dawna nie miałem okazji się tak poobijać. Potem skoczyłem do kina na "autor widmo", na serio, polecam Wam wszystkim.
Aha, jeszcze zaliczyłem jedzonko u chińczyka, do teraz zionę ogniem Takie niedziele to ja mogę mieć codziennie
Właśnie wpuściłem psa, wpuszczając go, poczułem ten specyficzny zapach - zapach zimy. Podobno zapachy są najlepszym wyzwalaczem wspomnień... No i mnie przypomniało się, jak to 13 lat temu przesiadywałem - także w zimie - z moim kumplem w mojej wiosce w barze "u Kotali". Naraz powróciła cała niepowtarzalna atmosfera tego "baru" (w cudzysłowie, bo był to tylko barak, w którym piło się piwo), tandetne lampki choinkowe, wiszące tam cały rok, pani Kotalowa za barem i powietrze tak gęste od dymu tytoniowego, że ledwo dało się oddychać. I po wyjściu, ten wspaniały zapach zimy... To chyba jedyna rzecz, którą wręcz uwielbiam w zimie.
Szkoda, że już nie mam kontaktu z tamtymi ludźmi...
Narzekałem poprzednio, że do szczęścia brakuje mi tylko mejla z informacją o otrzymaniu prowizji. No i jest, a zatem pełnia szczęścia.Tylko ten pieprzony BGŻ (bankowadzungla.blogpi.pl/(…)BGZ--bankozaurus-pelna-…) mnie doprowadza do szału...
I nawet nie zauważyłem, jak od ubiegłego czwartku minął prawie tydzień. Póki co sprawy się kręcą, w pracy spoko, roboty dużo, kasy jeszcze więcej,zaplecze z każdym dniem większe, tylko programy partnerskie jakoś nie wysyłają mi mejli...
-
theredel:
Pokaż wszystkie (1) ›